sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 1



Dopiero co wystartował samolot, a ja już czuję, jakby serce miało mi wybuchnąć. Zostały jeszcze całe 3 godziny lotu.
Siedziałam koło okna i mogłam popatrzeć na śliczne widoki za nim. Widziałam jak powoli oddalam się od miasta. Wtedy wiedziałam, że nie ma odwrotu. Strasznie się bałam, ale wiedziałam, że jeśli będzie źle, to mogę od razu wrócić. Ale równie dobrze mogę zostać w Sztokholmie na 2,5 miesiąca.
Dziwię się, że moi Rodzice tak szybko zgodzili się na ten wyjazd. Faktycznie – ufali mi, ale czy to wystarczające? Jadę na bardzo długi okres czasu do zupełnie nieznanych mi chłopaków. Choć rozmawiali z rodzicami, to dalej jest to niezrozumiałe.
                Nie mogłam za dużo myśleć – to powodowało, że jeszcze bardziej  się stresowałam. Postanowiłam włączyć muzykę i chwilę się przespać. W końcu po wyjściu z tego samolotu czeka mnie całkiem sporo wrażeń.
Obudziłam się dopiero przy lądowaniu. W samolocie trzęsło się wszystko i tylko to maskowało moje drgania. Bałam się, że kiedy wstanę, to się przewrócę i wyjdę na niezdarę. Kiedyś mniej myślałam o tym, co pomyślą sobie ludzie, ale kiedy zaczęłam dostawać i pozytywne, i negatywne komentarze, to opinia ludzi zaczęła na mnie o wiele bardziej wpływać.
Okazało się, że jakoś utrzymałam się na nogach i nawet sama wyszłam z samolotu. W autobusie dowożącym do terminalu wolałam się przytrzymać poprzeczki.
Kiedy weszłam do terminalu, poszłam po wózek na bagaże. Wyjeżdżając z Polski, nie wiedziałam ile mam spakować, więc się zabezpieczyłam. Całkiem długo czekałam na walizki i w tym czasie napisałam do Rodziców, że wylądowałam i jestem cała, a teraz czekam na bagaże.
Zabrałam torby i skierowałam się w stronę wyjścia, ale wiedziałam, że coś jeszcze muszę zrobić. Poszłam do łazienki, żeby ogarnąć mój wygląd. Nie miałam zamiaru poprawiać makijażu, którego prawie i tak nie było. Nie przepadałam za tym. Postanowiłam tylko się uczesać. Jak na podróż samolotem i stresującą sytuację wyglądałam całkiem ok.
Powoli szłam do wyjścia, ale w pewnej chwili musiałam trochę przyspieszyć kroku, bo mężczyzna, który właśnie wychodził przytrzymał mi drzwi, a ja nie chciałam, żeby za długo czekał.
Za drzwiami nie czekało dużo osób, ale przez pewien czas nie mogłam dojrzeć chłopców. Przeszłam kilka metrów i nagle poczułam, że ktoś szybko mnie chwyta i unosi. Byłam tak przestraszona, że nawet nie zaczęłam krzyczeć.
- No i co, młoda? W końcu się ciebie doczekaliśmy. – Felix w końcu mnie puścił i obrócił w swoim kierunku.
- Jezu, jak dobrze cię widzieć. – powiedziałam prawie szeptem, wypuszczając powietrze. Przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił uścisk.
- Chodź, mała. Tylko ja jestem w budynku, bo w innym wypadku najprawdopodobniej zaatakowałyby cię fanki. – wziął wózek i zaczął pchać do drzwi na dwór.
- W sumie to myślałam, że żaden z was się tu nie zjawi. Ale to bardzo miłe, że przyjechałeś. Chciałabym powiedzieć, że za wami tęskniłam, ale w rzeczywistości nigdy was nie spotkałam.
- My też tęskniliśmy. – doszliśmy do jakiegoś samochodu. Fel otworzył drzwi i wręcz wrzucił walizki do środka. – Wsiadamy i jedziemy do idiotów.
- Kochacie się jak bracia. To dla mnie niesamowite. Chyba nigdy nie zrozumiem tego typu miłości. Może dlatego, że nigdy nie miałam rodzeństwa.
- Czy ty przypadkiem nie jesteś śpiąca? – otworzył mi drzwi i wsiadł tuż po mnie. Z przodu siedział jakiś mężczyzna, który od razu ruszył. Byliśmy od niego oddzieleni szybą, więc mogliśmy spokojnie rozmawiać.
- Spałam w samolocie. Sądzę, że tyle mi wystarczy.
- Nie byłbym tego taki pewien. Mamy godzinę 10. Przed nami cały dzień, a w domu czekają chłopcy. Nie myśl sobie, że nic nie przygotowaliśmy na twój przyjazd.
- Spodziewałam się tego, ale jestem chyba zbyt podekscytowana, żeby więcej spać.
- Ok. To czego posłuchamy?
Zaczęliśmy przeglądać płyty i w końcu wybraliśmy jakąś RUN-DMC. Cieszyłam się, że pomiędzy mną a Felixem był taki… spokój. Wiedziałam, że on ma dziewczynę, że mu na niej zależało, ale i tak nigdy nic do niego nie czułam. Mogłam mu powiedzieć o wszystkim. Był moim najlepszym przyjacielem i strasznie się cieszyłam, że w końcu mogę spędzać z nim czas.
                Dojechaliśmy. Wysiadałam z samochodu i usłyszałam szczekanie. Kochane psy Oscara. Tyle mi o nich opowiadał. Felix złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu.
- Bagaże weźmiemy później. Musisz to zobaczyć!
- Ale co?
Otworzył drzwi, a ja nie potrafiłam uwierzyć w to, co zobaczyłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz